home
marija2
mm15 96
ON











































ARTYSTA
W przyrodzie jest dużo takich stworzeń, które mają nieodpartą potrzebę odgradzania się od otoczenia. Zakres tej potrzeby może mieć charakter czysto utylitarny lub zgoła emocjonalny. Z tych, a także wielu innych powodów budujemy domy, gniazda, mościmy nory, przywdziewamy skorupy, wytyczamy granice,  prowadzimy wojny.
Pan Mirosław Maszlanko jest dobrze znaną postacią na polu sztuki i swą artystyczną postawą przekonuje nas od dawna, że potrzebę odgradzania się każdy może realizować we własnym zakresie i na swój sposób.
DYGRESJE
Bardzo dawno temu dzicy nie budowali betonowych domów. Domostwa, w których chronili się przed żarem, chłodem, deszczem i piorunami nie wiele różniły się od ptasich, niedźwiedzich czy innych, uczynionych z tego, co jest obok. Dopiero pojawienie się takiego pojęcia, jak nieśmiertelność spowodowało lawinę różnych wież, piramid, pałaców, willi i zamków, i tak powoli i systematycznie dobrnęliśmy do tego, że wszyscy mieszkamy  w jakiejś betonowo-plastikowo-asfaltowej tandecie.
Jeszcze do niedawna w polu czy stepie budowano domostwa z tego, co pod ręką, czyli z gliny i słomy. Tam, gdzie rósł las budowano z drewna, tam gdzie kamień – z kamienia, a tam, gdzie piasek i glina stawiano lepianki.
Jest taka ptaszyna, jaką zowią altannik. Samczyk, by zwabić samiczkę, wybiera dobrze nasłonecznione i zaciszne miejsce, i z różnych słomek i patyczków układa popisową konstrukcję; więc jest tam obszerne patio, wymyślne zadaszenie i kolorowe prezenty dla ukochanej, ułożone w kopczyki z największą starannością. A wszystko to dla sztuki uwodzenia. Zaryzykuję i powiem: jak u Maszlanki...
który chodzi po polach i lasach i zbiera trawki giętkie i najdłuższe, i suszy je, i wiąże w niby snopki, i trzyma. I kiedy go zaproszą, to jedzie tam i medytuje tam, jak nas uwieść tym razem, a ma tylko słomki i pszczeli wosk. Więc rozgrzewa ten wosk i ugniata w małe kulki, i nadziewa je na słomki, i póki ciepłe przylepia do ścian, podłóg i sufitów. Tylko on wie, gdzie przylepiać. Lepi tak warstwa przez warstwę i wzmacnia ciepłym woskiem, nieraz poprawia. Z dnia na dzień powstaje niekończąca się struktura i trudno postronnemu przewidzieć, jak i kiedy to się skończy. Dla ciekawskich podam, że kończy się po dwóch tygodniach, w przededniu otwarcia wystawy.
Przenieśmy się zatem na wzgórze Zamku Ujazdowskiego, do Centrum Sztuki Współczesnej. Nieopodal głównego wejścia, w podziemiach, są stare piwnice, które ongiś były cysterną i zaopatrywały w wodę mieszkańców zamku. Jest tam zimno, ale przytulnie i widno, a zamiast wody mnóstwo słomy i pachnie woskiem. Ta słoma i kulki wosku tworzą przedziwne fale, spływające w dół, do najniższego pomieszczenia cysterny. Zwiedzamy to dziwo prześlizgując się pomiędzy obrzeżem fal i ceglanymi ścianami. Zawsze widzimy wszystko i wszystkich przez ażur. Z czasem uświadamiamy sobie, że my także jesteśmy eksponatem i że ta wystawa bez nas jakby obumiera. Surowość starej, zniszczonej cegły i efemeryczność zwiewnej słomy same w sobie są dość rubaszne, ale w połączeniu z naszymi, nieraz kolorowymi strojami tworzą to coś, co naprawdę warto zobaczyć. Do tego tekstu załączam zdjęcia, które być może w jakiejś mierze pokażą to nieopisywalnie proste i podstępnie zwodnicze zjawisko, jakim jest On cały, altannik Maszlanko. Mam jednak świadomość niedoskonałości moich zabiegów fotograficznych, dlatego proszę, pójdźcie i zobaczcie sami, póki jest, póki sprzątacze nie wyrzucą tego wszystkiego na śmietnik.




             







































MM8 96





MM10 96



ONI



















































MM7 96


























MM12 96